Blog

wyzwania „wielozadaniowca”


Chyba powinienem się do tego przyznać… Zawsze uważałem się za mistrza podzielności uwagi. Stąd wszelkie uwagi dotyczące mojego zachowania podczas rozmowy lub firmowego meetingu (polegające na czytaniu, przeglądaniu materiałów, sprawdzaniu wiadomości na mailu) krótko kwitowałem „no przecież słyszę… jak chcesz, to mogę powtórzyć,co mówiłeś”.
Potem zdarzył się ten dzień. Skrzyżowane nie było specjalnie skomplikowane, a kolega w telefonie nalegał, żebyśmy skończyli rozmowę o budżecie…
Dałbym głowę, że samochodu, w który z impetem wjechałem, w ogóle tam chwilę wcześniej nie było…
To zdarzenie (na chwilę) zweryfikowało moje przekonanie o swoim talencie do wielozadaniowości.
I pokazało, że mózg ma ograniczone zasoby- możesz je oczywiście dzielić, jak chcesz, ale powinieneś zaakceptować niższą jakość działania.
Wielozadaniowcy” potrafią robić wiele rzeczy naraz… zwykle wszystkie kiepsko. W sensie mocy obliczeniowej, możemy porównać nasz mózg do procesora komputera. Jeśli pamięć operacyjna nie jest bardzo duża, to otwarcie Skypa, ściąganie torrentów, słuchanie muzyki powoduje, że komputer zacznie pracować coraz wolniej, a może nawet się zawiesi.
Po co zatem podejmujemy wiele działań w jednym momencie?
Może stoi za tym przekonanie, że kiedy w jednej chwili robimy wiele rzeczy, to dobrze wykorzystujemy czas i jesteśmy bardzo efektywni?
Niestety, nic bardziej błędnego.
Nasz mózg nie pracuje jednocześnie nad wieloma czynnościami, które wykonujemy. Przełącza się podczas milisekundy z jednego działania na drugie, które mu fundujemy. I z każdym takim cyklem postępuje spadek skupienia. Powrót na ten sam poziom zajmuje od 20-100% czasu. Te milisekundy sumują się na ok. 30% straty czasu w ciągu dnia.
Im bardziej poznawczo skomplikowane jest działanie, tym dłuższy jest powrót do wcześniejszej koncentracji. Jeżeli otwierasz furtkę do tego, by ktoś ci przeszkadzał w pracy, przełączasz się na tryb „mentalnego przeskakiwania” między różnymi czynnościami.
Konsekwencje? Pracujesz mniej wydajnie, fundujesz sobie dodatkowy stres i większe prawdopodobieństwo błędów. Na koniec dnia jesteś bardziej zmęczony.
Koncepcja „sterylnego kokpitu” w samolocie, czyli zakaz wchodzenia postronnym osobom do kokpitu w czasie lotu, opiera się na wiedzy o działaniu mózgu. Im więcej bodźców w otoczeniu pilota, tym większa szansa na zła decyzję (lub brak jakiejkolwiek decyzji).

Robimy wiele rzeczy naraz także dlatego, że nie ustalamy, co jest naprawdę ważne dla naszego sukcesu.

Pracujemy z listą zadań i mamy przed nosem długi spis tematów „do ogarnięcia”. Stąd pokusa do zajęcia się wszystkim naraz. (Może warto uczyć się skreślać, zamiast odhaczać?)
Lista codziennych zadań jest zwykle bardzo długa. Za to lista działań prowadzących do sukcesu jest zdecydowanie krótsza. Jeżeli nie zdecydujesz, co jest najważniejsze, twoje zasoby umysłowe i silna wola, będą się zmniejszać w ciągu dnia.
Ciekawy eksperyment potwierdzający tę tezę przeprowadził psycholog ze Stanfordu Baba Shiv. Dwie grupy badawcze złożone ze studentów Uniwersytetu, miały za zadanie zapamiętywać liczy. Jedna grupa miała uproszczone zadanie, bo liczby były dwucyfrowe, druga grupa miała zapamiętywać liczby złożone z 7 cyfr.
Po badaniu studenci mieli przejść do hallu, gdzie zaproponowano im poczęstunek, w postaci ciastka czekoladowego lub sałatki owocowej.
Grupa, która miała trudniejsze zadanie poznawcze (zapamiętać 7 cyfr), dwukrotnie częściej wybierała ciastko.
O czym to może świadczyć? Myślenie i zaangażowanie kosztuje. Im silniej obciążamy umysł, tym bardziej jesteśmy skłonni do nieprzemyślanych działań.
Być może warto wyciągnąć z tego wnioski.
Szanuj swoją energię i nie rozmieniaj jej na drobne. Planuj tak swój czas i otoczenie, żebyś mógł naprawdę się skupić.

To, co jest najważniejsze, zaplanuj na początek dnia.

Kontroluj poziom swojej energii w ciągu dnia i planuj przerwy, pozwalające na regenerację.

Rzeczy ważne, jak powiedział Bob Hawke, premier Australii „nie zawsze krzyczą najgłośniej”. Rzeczy pilne i tak się o siebie upomną.

Powiązane posty