Archiwum tagów: optymizm

Jak skutecznie można nauczyć się pesymizmu i co z tym zrobić ? 


Jest 1964 rok. Martin Seligman jest studentem wydziału psychologii i właśnie uzyskuje licencjat na uniwersytecie w Pensylwanii.
Kiedy dołącza do zespołu badawczego, badania jego mentora- prof. Solomona- koncentrują się na aspektach uczenia się. Solomon próbuje też poznać przyczyny chorób psychicznych ludzi, prowadząc eksperymenty na zwierzętach, między innymi na grupie kilkunastu psów.
Martin Seligman nie osiąga jednak sukcesu w tej dziedzinie badań, którymi kieruje Solomon.

Dokonuje przełomu w zupełnie innym obszarze psychologii.

Obserwuje psy, poddawane w badaniach lekkim wstrząsom elektrycznym. Zauważa, że w pewnym momencie badań, psy poddane wstrząsom, których nie mogą uniknąć, zaprzestają wszelkich prób zmiany nieprzyjemnej sytuacji.

Nawet wtedy, kiedy otoczenie jest już inne i jednym skokiem można zmienić swoją sytuację i znaleźć się z dala od nieprzyjemnych bodźców.

Te obserwacje Seligmana stają się podwaliną teorii „wyuczonej bezradności”.

Seligman z kolegami zespołu stwierdza, że psy, koty, a nawet karaluchy wystawione na bodźce, na które nie mają wpływu, będą w późniejszym czasie bierne i będą się łatwo poddawać.

Zwierzęta, poddawane na początku takim samym bodźcom i mające szanse skutecznej reakcji, uodparniały się i unikały bezradności z późniejszych badaniach. Obserwacje wskazywały, że około 1/3 badanych psów znajdowało sposób i zareagować w nowych okolicznościach.

Teoria „wyuczonej bezradności” została potwierdzona w wielu późniejszych badaniach z ludźmi. Potwierdzają ją także nasze życiowe doświadczenia.

Wielu z nas, którzy doznali niepowodzeń w życiu, straci energię i wiarę w możliwość dokonania zmiany.

Reszta nie zniechęci się i będzie próbować znaleźć wyjście z sytuacji.

Każdy z nas ma za sobą doświadczenia, bliskie doświadczeniom boksera na ringu. Zbieramy mniejsze i większe ciosy i trudno w trakcie całego życia uniknąć porażek.
Nie ma też do końca odpornych na to, co przynosi los. Jednak część z nas, ma siły podnieść się po życiowych knock-downach, a pozostali doświadczają dojmującego braku energii, sprawstwa i chęci do życia. Tracą cały optymizm i wiarę w siebie, nie wierząc w możliwości wyjścia z dołka.

Stąd tak wielu z ludzi tkwi w znienawidzonej pracy czy w nieudanym związku. Nie szukają zmiany, bo nie wierzą, że mają na cokolwiek wpływ.

Gdzie tkwi różnica między tymi, którzy tracą wiarę z możliwości- i tymi, którzy po klęsce otrząsają się i szukają nowych szans?

Kluczem wydaje się optymizm. Optymiści mają lepiej. Statystycznie mają bardziej udane związki, zarabiają więcej pieniędzy, mają większe zadowolenie z życia.
Nawet w testach sprawności wypadają lepiej, niż mogłoby się wydawać.

Jeżeli wierzysz, że możesz coś osiągnąć, będziesz wytrwalszy i bardziej konsekwentny niż ten, który z obawą patrzy w przyszłość.

Jeżeli postawa optymistyczna jest uwarunkowana w pewnym stopniu (jak inne cechy charakteru) genetycznie, to jak dalece i w jakim stopniu jest możliwe uczenie się optymizmu-a, jeżeli jest- gdzie tkwi klucz do zmiany?

Istotą wydaje się sposób, w jaki tłumaczymy sobie zarówno niepowodzenia, jak i sukcesy.

Pesymista, który oblał egzamin, powie sobie kilka „ciepłych słów” na ten temat (nawet zupełnie nie zdając sobie z tego sprawy, bo nasz wewnętrzny dialog, przebiega poza poziomem naszej świadomości)
Może to brzmieć np. tak:
„Zawsze musisz wszystko spieprzyć” (zauważ, że słowo „zawsze” wskazuje niezmienność i stałość przyczyn). „Jesteś do niczego” (tutaj mówię sobie już nie tylko o egzaminie, ale też o sobie- a to istotnie podkopuje wiarę w siebie).
Możliwy skutek ? Brak chęci do nauki i wiary w pozytywny skutek zaangażowania w przygotowania do następnego terminu egzaminu.

Jeżeli pesymista zda bardzo dobrze, powie sobie prawdopodobnie: „no… tym razem się udało. Ale miałem farta. Każdy głupi ma czasami szczęście. Żeby się tylko nie wydało, że to przypadek, drugi raz już mi tak na pewno nie pójdzie”.

Optymista, po nie zaliczonym egzaminie będzie szukał wytłumaczenia porażki poza sobą. Prawdopodobnie pomyśli: „miałem za mało czasu na przygotowanie, ten profesor mnie po prostu nie lubi, miałem pecha, że pytania były za trudne”…

Wyjaśnienie będzie oparte na założeniu, że czynniki, które się złożyły na wpadkę na egzaminie, są czasowe, zewnętrzne i niemające nic wspólnego z osobą optymisty.

O ile wpływ na dziedziczone cechy charakteru mamy ograniczony, możemy zastanowić się jak zmieniać wyjaśnienia, których sobie udzielamy w przypadku sukcesu lub porażki.

To właśnie sposób, w jaki wyjaśniamy sobie świat wokół nas, powoduje, że jesteśmy trochę bardziej pesymistami, lub optymistami.

Zatem pytanie, co robić, by patrzeć na świat z większą nadzieją, wydaje się sensowne.

Po pierwsze, warto zdać sobie sprawę, że nasze codzienne wyjaśnienia rzeczywistości niekoniecznie muszą opierać się na faktach, a są naszymi przekonaniami. Te przekonania, to nic innego jak nawykowe tłumaczenie sobie okoliczności, często przeniesione jeszcze z naszego dzieciństwa.

I tak jak zlekceważymy pijaka na ulicy, który znienacka nam naubliża, tak mamy czasem (często?) tendencję ślepej wiary w swoje przekonania.

A gdyby nauczyć się jak kwestionować swoje przekonania, a potem wykorzystać tę wiedzę do zmiany pesymizmu w optymizm? To trochę jak sprzeczanie się z innym człowiekiem, kiedy bronisz swoich racji.

Kroki mogą być następujące: najpierw sprawdź, czy masz dowody na to, o czym myślisz.

Myślisz, że jesteś głupi, bo zawaliłeś egzamin?
Sprawdź dowody. Przyjrzyj się faktom.
Ilu jeszcze studentów ma taką samą ocenę. Jakie inne egzaminy zdałeś lepiej niż inni. Ile czasu poświeciłeś na naukę.
Nie musisz się wcale oszukiwać i wmawiać sobie przed lustrem „jestem mądry”. Nie o to chodzi. Swój sceptycyzm zbuduj na faktach, których musisz wcześniej poszukać.

Zdarzenia, których doświadczamy, nie są wynikiem jednej tylko przyczyny. To, że wśród wielu alternatywnych powodów dostrzegasz najgorszy, to wynik twojego pesymizmu. Poszukaj i dostrzeż inne równie prawdopodobne przyczyny tego, ci cię spotkało. Zastanów się, jak inaczej można spojrzeć na to, czego doświadczyłeś.

Poszukaj też przyczyn, które nie będą stałe i niezmienne a chwilowe czy lokalne.

A co, jeżeli jednak fakty świadczą przeciwko tobie? Świat nie jest w końcu idealny…

Powiedz sobie: nawet jeśli moje przekonanie jest prawdziwe, to czy skutki naprawdę będą takie fatalne?
Emocjonalne skutki twoich przekonań są zwykle poważniejsze niż same przekonania. Jeśli jesteś saperem i masz przekonanie, że mina zaraz może wybuchnąć, będą ci się trzęsły ręce… i kto wie, czy nie okażesz się prorokiem…

(aczkolwiek pewnie super optymista też nie zrobi wielkiej kariery jako saper…).

W takiej chwili dobrym rozwiązaniem nie będzie roztrząsanie przekonania a proste odwrócenie uwagi od natrętnych myśli, które się pojawiają.

Seligman proponuje procedurę, którą opiera się na powyższych założeniach i pomaga w budowaniu optymizmu. Określa ją akronimem TPSKA.

Kiedy pojawia się w twoim życiu Trudność, pomyśl jak na twoje emocje, wpływają twoje Przekonania. Zastanów się nad realnymi skutkami tej sytuacji. Kwestionuj swoje przekonania, opierając się na faktach.

Same procedury oczywiście nie działają. Zacznij ćwiczyć od dzisiaj, a kiedy optymizm naprawdę ci będzie potrzebny, będziesz (bardziej) gotowy.